Dzisiejszej nocy spłoniesz.

Kłaniam się nisko, mili Państwo, witam na mej Magjepsji!

     Miałam dziś pisać o czymś zupełnie innym, jednak jeden, krótki film sprawił, że zagotowała się we mnie krew i postanowiłam coś z tym zrobić, co spowodowało tylko, że zdenerwowałam się jeszcze bardziej.


     O czym mowa? O przemocy.

     Bardzo ambitnie scrollując dziś po szkole facebooka natrafiłam na kolejny już drastyczny film w przeciągu ostatnich paru tygodni. Przedstawiał kolejno, jak młody, bardzo odważny chłopak (na tyle odważny, by nie pokazać twarzy), oblał schowanego w kartonie szczeniaka benzyną, a następnie podpalił. Nie sądzę, żeby pies miał więcej niż dwa miesiące. Widząc i słysząc reakcje zarówno "egzekutora" jak i kamerzysty wnioskuję, że to wszystko było świetną zabawą. Szkoda, że sama tego w ten sposób nie odebrałam.
    
     W związku z całą sytuacją poczułam się w obowiązku, aby film zgłosić, co też oczywiście zrobiłam. Żadna dostępna opcja nie wydawała mi się odpowiednia, zaznaczyłam więc przemoc. Oto jaką odpowiedź uzyskałam od administratorów facebooka:



     Post nie został uznany za godny usunięcia ze względu na przedstawienie przemocy. Czy parę minut nagrania ostatnich chwil młodego, niewinnego zwierzęcia konającego w męczarniach nie jest wystarczająco drastyczne? Jeśli nie - to co jest? Nie tak dawno oglądałam, jak matka bije, kopie, szarpie za włosy i poddusza około roczne dziecko, podpuszczana dodatkowo przez operatora kamery. Czy to także nie przedstawia przemocy? Jakim trafem takie filmy przez miesiące tkwią na profilach ludzi o dziwnych danych zbierając tysiące polubień? 

     Idąc za modą popularnych wyzwań nominuję każdego, kto przeczytał ten wpis do zgłaszania wszystkiego co pokazuje przemoc i do niej namawia. I zapraszam oczywiście do dyskusji na ten temat.

Pozdrawiam gorąco.
Podpisano Ryszarda Maria Pierwsza.


     
edit: załoga facebooka zmieniła zdanie :)

Utną mi nogę.

Kłaniam się nisko, mili Państwo, witam na mej Magjepsji!

     Dnia dziewiątego miesiąca września roku pańskiego dwa tysiące czternastego pogoda była okej, humor był okej, zdrowie nie do końca, więc całą swoją frustrację postanowiłam zmienić na energię nieco bardziej pozytywną i przelać do Internetu, zatem et voila, oto jestem. Faktem równie interesującym zapewne jest, że nie byłam w szkole, a na obiad nie było pomidorówki, postanowiłam więc zamieścić go na swoim blogu ku Twej uciesze, drogi Czytelniku.
     A teraz zupełnie serio.
     Macie czasem taki dzień, kiedy przepełniają Was ogromne, najogromniejsze złoża energii i chęci do działania, inspiruje Was nawet komar na ścianie, wszystko zdaje się wręcz krzyczeć "to ten dzień, by zrobić coś kreatywnego" i brakuje jednego, jedynego, malutkiego elementu, by właśnie zabrać się do roboty? Ja mam ostatnio takie dni często i zazwyczaj tym elementem jest brak możliwości. Dajmy na to przykład, po bardzo smutnym i niekończącym się okresie "artblocka", jak grom z jasnego nieba spadły na mnie pomysły na fotografowanie. Portretów w dodatku, do których zawsze pałałam szczerą niechęcią. Nawet pogoda była w sam raz(!). I co? I niestety, zostałam uziemiona w domu, najpierw przez brak autobusów o odpowiednich porach w okresie wakacyjnym, teraz przez dwa nowe przedłużenia rąk i uciskową przyjaciółkę na kolanie. Mam ochotę krzyczeć do całego świata o tym, jaki jest do bani. Mam ochotę wrzeszczeć do Karmy, że jest samicą psa bez serca i sumienia, chociaż w nią nie wierzę.
     I teraz kolejne pytanie do Ciebie, drogi Czytelniku, o ile oczywiście na pierwsze odpowiedziałeś twierdząco. Co robisz w taki dzień? Potrzebuję pokładów inspiracji na ten czas, nuda pożarła mnie już praktycznie w całości, pozostawiając tylko moje poirytowanie.
   

Z ogromną niecierpliwością czekam na odpowiedzi.
Pozdrawiam gorąco.
Podpisano Ryszarda Maria Pierwsza.